Sztuka sprawić, by miał w sobie duszę.
Podków szczęścia nie wyrzuca się na złom,
Nie wynosi się na śmietnik snów i wzruszeń."
szyszunia28.mojabudowa.pl - od 26-06-2010 blog czytało 43669, (wpisów: 131, komentarzy: 2207, obserwuje: 60) |
| Projekt domu: CETYNIEC |
| budynek: wolno stojący, parterowy bez poddasza bez piwnicy | technologia: murowana | miejsce budowy: P jak Podkrapacie |
| Liczba blogów: | 3835 |
| Liczba wpisów: | 64285 |
| Liczba komentarzy: | 243205 |
| Liczba zdjęć: | 190546 |
| Użytkownicy online: | 320 |
Dziękuję Wam wszystkim za życzenia świąteczne i noworoczne. Wszystkim moim zaprzyjaźnionym Blogowiczom i pozostałym czytającym moje wypocinki życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku, zrealizowania planów, zakończenia wszelkich kolejnych etapów budowy i przeprowadzenia się do swoich wymarzonych domków. ![]()
Długo się nie odzywałam, ponieważ:
Po pierwsze „primo” – intensywne przygotowania do świąt,
po drugie "primo" - dwa dni przed wigilią, pogrzeb kuzynki syna, który tragicznie zmarł
Po trzecie „primo” – w pracy po świętach taki zapieprz, że nie wiedziałam jak się nazywam
Po czwarte „primo” – na samego Sylwestra mężuś się rozchorował i wszystkie ciężkie prace domowe spadły na moje barki.
Jednak choroba Jego nie miała żadnego wpływu na pomysłowość Jego. We wtorek oświadczył mi, że mam zakaz malowania i suszenia włosów w sypialni (jak wstaje wcześnie rano to nie zawsze mam siły stać w łazience i wykonywać te czynności), w łazience też mi zabronił, bo pełno moich włosów się wala (jak zwykle szczery do bólu). Podsunął mi pod nos katalog z meblami i oświadczył, że wybrał dla mnie toaletkę, którą wstawimy w „pokoju Elvisa” i tam będę miała swoje „królestwo kosmetyki i fryzjerstwa”. Dzięki temu będzie bałagan tylko w jednym pomieszczeniu Był tak zdeterminowany, że już wczoraj ją zamówił, termin realizacji – do tygodnia.
Już tłumaczę dlaczego „pokój Elvisa”. Generalnie nazywaliśmy go „gościnnym”, następnie przechrzciliśmy go na „zielony”, a ostatecznie został „pokojem Elvisa”. Nazwa sama powstała w wyniku urządzenia tego pokoju.
Nigdy o tym na blogu nie pisałam. Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, że w wyniku pęknięcia ściany miedzy salonem a gościnnym
zmuszeni byliśmy zamalować miejsce po szpachlowaniu, kolor „śliwka węgierka” zrobiliśmy dwa naprzeciwległe sobie pasy, 
na jednym wisi kinkiet w kształcie gitary......

nasza jest w kolorze czarnym
a te kropeczki to fioletowe ledowe światełka
na drugim zdjęcie Elvisa.
Długo kombinowałam z tym zdjęciem, bo nigdzie nie mogłam go dostać, na allegro były obrazy malowany za ok. 150 zl. Ostatecznie olśniło mnie, znalazłam zdjęcie na necie, zaniosłam na pendrive do fotografa, obrobił, wywołał i JEST oto nasz Elvis!!!
Mieliśmy pomysł urządzić ten pokój na styl lat 60-tych, czy nam się to udało??? Nie wiem. jedni mogą to określić mianem kiczu. Pod zdjęciem Elvisa będzie stała moja toaletka, do tego chce dokupić pufę, oczywiście w kolorze zielonym lub fioletowym.
na suficie nasz plafon u Elvisa ![]()
Pozdrawiam Was wszystkich ![]()
P.S. SYlwuś dziękuję za natchnienie ![]()
P.S.2 jak będę miała chwilkę czasu to dokonam wpisu o "dziurach" ![]()
Wszystkim zainteresownym co u nas bardzo dziękuję za maile i SMSY Sylwuś (ciężko było Jurkowi oddać Wam mnie na połowę popołudnia
)
no Jurek widać nawet w chorobie ma genialne pomysły!!!!! i nie dość że pomysły to jeszcze ekspres w realizacji!!!!
Ależ ten Twój Juruś to ma pomysły! Pogratulować Męża!!! Mnie aktualnie włosy wypadać przestały - to i argumentu nie ma, żeby o toaletkę zawalczyć ;)
Skarbie mój! Ja po prostu nie dam Ci zamilknąć i już! Bo pusto tu bez Ciebie! Jak napisałam komentarz, a tu dalej cisza - to sobie pomyślałam: "No nie! Dam jej SMS-owego kopniaka!" ;) Widzisz jak podziałał???? ;D
I nie znikać mi na tak długo - bo ja się teraz denerwować i zamartwiać nie mogę! I wpisów mi tu nie żałować - bo myszy naślę i już! ;D
P.S. Gorące pozdrowienia dla Jureczka - nich szybciutko wraca do zdrowia!!! :*
Czy te wlosy Ci,aż tak wypadają czy to taki chwyt marketingowy ,zeby mąz kupił toaletkę hhaahah tak czy tak toaletka jak dla Nas kobietek mega przydatna:))
Dla Twojej polówki dużo zdrówka:)
Pozdrowionka
Juruś w poniedziałek jedzie do lekarza, bo wczoraj się nie dostał i nadal bidny cierpi. Pewnie na zastrzykach się skończy - niestety. Dziękuję za miłe słowa a zwłaszcza za to, że JESTEŚ!!!
Szczerze mówiąc ten pomysł Jurka nawet jest mi "na rękę", jeszcze na etapie stawiania murów o tym mówił, a ja się wzbraniałam. Teraz nie mam wyjścia ;)))
Kobieta musi mieć taki swój "kącik", ja już widzę jak siedzę na fotelu i czytam książkę przy świetle tej charakterystycznej lampy
Dziękuję za słowa uznania dla męża, nawet nie masz pojęcia jak "obrósł w piórka" jak Mu przeczytałam komentarze :)))) ach Ci nasi mężowie...prawda Gabi? zawsze czekają na słowa pochwały i docenienia :)))
jak już będzie w domciu toaletka to dam focie.....ciekawe czy będzie pasować do wystroju pokoju?
Masz 100% rację z tymi 10 zł. Właśnie jak pisałem wpis to zabrakło mi tego słowa. Z szacunku by nawet nie prosił o te 10 zł. Mi osobiście byłoby głupio.
Dziękuję również za noworoczne życzonka. Mam nadzieję że się spełnią :-)
Widzę, że mężuś naprawdę zdeterminowany jak tak szybko mu poszło z tym zamówieniem ;-) Szczerze powiem że mnie też denerwują włosy żonci w łazience, sypialni :-D Także go rozumiem ;-)
Obraz Elvisa wyszedł naprawdę fajowo. My byśmy chcieli coś takiego ale z Wieżą Eiffla :-D
A czemu to tak pękło?
Pozdrawiam Was baaaardzo sedrecznie i samych dobrych zdarzeń życzę na Nowy Rok! Buziole :*
P.S.wysłałam do Ciebie maila.:)
I cudnei że małżowinka mysli nie tylko o tym jak zagosodarowac garaż ale i o takich wspaniałych wynalazkach dla kobiety:))
Pozdrawiam i cieszę się że się odezwałaś :) Duuuużo zdrówka dla Jurka i Ciebie:)
Często zaglądałam tu do Ciebie, a to z dwóch powodów:
pierwszy - z dozą takiej nieśmiałości, chciałam prosić koleżankę, jesli to nie kłopot, o przepis na ślężyki czy śliżyki. Moja babcia je robiła co roku na święta. Babcia zmarła a moja mama nie umie. Przed świętami ktoś u Ciebie na blogu pytał o te ślężyki, więc piszę.
drugi - prozaiczny, lubię czytać co tam słychać u Was :)).
Odzywaj się od czasu do czasu, i pisz jak się mieszka... zawsze jestem ciekawa wrażeń i spostrzeżeń z mieszkania w nowym domku :). A pies Owczarek jest naprawdę super, a ważne jest też to, że jest posłuszny i gdy ma się trochę czasu to potrafi wiele zrozumieć, zapamiętać ... a przy tym ma tyle radości w sobie :).
Natomiast co do pokoju elvisa- no niesamowity pomysl mieliscie! bardzo fajnie sie to wszystko zgralo :)
Pozdrowionka i buziolki :***
Z tego co wiem,to wszystko zależy od konsultanta,z którym załatwiasz sprawę.U nas w salonie mieli gorszą ofertę,niż kiedy załatwialiśmy przedłużenie przez telefon bezpośrednio w orange.Wiem,że konsultanci zbierają jakieś punkty i zależy co Ci zaoferują i co przyjmiesz,to mają punktowane...ech....no,ale co zrobić.
Sama,aż się wczoraj zdziwiłam tą ofertą. :)
I tak sobie myślę skoro mam części,a jej się bardzo podoba,to może w wolnej chwili zrobię takiego i wyślę na Twój adres,żebyś jej dała.:)
Kochana Rudowłosa Piękności zwanej tudzież Romanosie!!!!!
Bardzo się cieszę, że w chwili doła odezwałaś się do mnie, a jeszcze bardziej cieszę się, że ruszyłaś się na zakupy bożonarodzeniowe i wróciłaś do decoupage .
Chciałam Ci tylko powiedzieć, że na takim etapie budowy TFU wykańczania domku powinnaś latać jak skowronek o poranku z mopem i szmatkami, choinkę pomału ubierać i stół w Lapisku nakrywać, bo święta Bożego Narodzenia spędzamy razem w swoich domkach!!!!! Takie było nasze życzenie zeszłoroczne!!!!![]()
![]()
Do wszystkich blogowiczów się zwracam!!!! Marzenia się spełniają i jest wielu tutaj, którzy są tego realnym dowodem na to!!!!
Podziwiam Was za cierpliwość do fachowców, z którymi się borykacie, kiedy czytam co Was spotyka to mi się włos jeży (np. Galatea i nasza-lilia wrrrrrrrrrrr). U nas to jakoś tak „lekko” przeszło, ale jak Marzenka „nasza-lilia” ostatnio trafnie zauważyła przy ostatnim moim wpisie „koniec budowy wcale nie oznacza końca... :)” tak jest u mnie, bujałam się trochę z reklamacjami, ale mam nadzieję, że to już koniec ![]()
My z mężem wybieramy się na zakupy przedświąteczne, a co!!!!!!!!
trzeba wytracić resztkę kasy jaka w portfelu została. PIERWSZE święta w nowym domu muszą odbyć się tak, żeby je zapamiętać na kolejnie 1000 lat.
Mam już dwa komplety światełek na ozdobę domku z zewnątrz i podświetlaną gwiazdę, którą wczoraj mężuś zamontował na oknie.![]()
Na sam koniec wrócę jeszcze do Romanośki....
Kochana pamiętasz tę fotkę????? wiesz kiedy dokładnie ją umieściłaś na blogu?????
Nie pamiętasz???? To ja Ci przypomnę DOKŁADNIE 07 grudnia 2010 roku !!!!!!!!
Masz porównanie???????
No!!!!! to pakuj się w większą ilość kartonów i planuj przeprowadzkę, nawet jak meble do kuchni mają opóźnienie to PIKUŚ!!! Od czego są turystyczne butle gazowe i miski do mycia (jak to ostatnio super ujęła Aga z galateii). No to bananik na buźkę
, głowa do góry i....POWODZENIA![]()
Jasne, że pamiętam to zdjęcie - to była wizja schodów - pamiętam, jak się śmiałaś, że ja to ciągle jakieś wizje mam! :D
Kochana! Święta spędzamy w naszych domkach - Wy już w bardziej cywilizowanych warunkach, my - na pełnym spontanie, wśród pudeł i zapewne kurzu! To są szczegóły, bo najważniejsze jest to, że będziemy razem: szczęśliwi i spokojni - bo w końcu u siebie! :D Jesteśmy żywymi dowodami na to, że warto mieć marzenia!!! :D
U nas powolutku porządki świąteczne w mieszkanku-mam nadzieję,że ostatnie w nim,a przyszłoroczne będą w domku.Ale jak nie,to trudno.Wczoraj kupiłam drobniutkie ozdóbki na święta,może później coś wstawię na bloga.Póki co biegnę dalej robić porządki.
Życzę miłych zakupów świątecznych.No w końcu mają to być zapamiętane święta!!!!Buziole ;**********
i fajne jest to, że dzięki mojabudowa.pl naszą przygodę budowlaną przeżywaliśmy razem, jak dla mnie to było magafanstyczne przeżycie,
i fajne jest to, że spotkała się tu cała masa super ludzi, dzięki którym strona internetowa stała się jak ulubiony klub do którego zawsze biegnie się z radością
i jeszcze to, że czuję tak wielką sympatię do tych wszystkich tu moich współbudowaczy, że nawet kiedy moja budowa 'prawie' się już skonczyła, ja wciąż czuję potrzebę wchodzenia tu i przezywania radości z kolejnych kroków tych dla ktorych budowa jeszcze się nie skończyła
I JA WAM WSZYSTKIM ZA TO DZIĘKUJĘ!!!! BARDZO!!!
Pozdrawiaki Izuś:)
Jeśli chodzi o kartony czy pudła! Pamiętam jak 11 lat temu moim stoliczkiem przy łóżku sypialnianym były dwa kartony i deska, która w efekcie końcowym wylądowała na regale w piwnicy :)))) ba!!! mam nawet zdjęcia z tym stolikiem :))))
Trzymam za Was kciuki i bardzo, ale bardzo Wam dopinguję!!! czujesz to prawda?????
Bardzo Wam życzę tego i obiecuję, że będę śledzić Waszego bloga, żeby cieszyć się razem z Wami przyszłymi świętami w Waszym nowym domku :))
Pozdrawiam serducznaśnie i cieszę się, że w końcu odwiedziłaś i poczytałaś moje wypocinki :))))
Cieszę się ogromnie, że do mnie zaglądasz, bo to tak jakbyś wpadła na małą kawusię lub deserek :))))
fakt kiedy zachwycałam się firankami byłam w pracy więc w stresie i strachu nie dodałam komentarza, uciekł mi tylko wpis o materacu i ten przed nim!
więc wypraszam sobie!!!!! moja pani!!!!!
:DDDD
A poza tym mam bardzo konkretne pytanie dotyczące zlewu narożnego w kuchni. Czy jest praktyczny? Czy Was nie denerwuje? Bo ja bardzo napaliłam się na taki zlew w swojej kuchni a nasza-lilia mnie przestrzega, że ona taki ma i ją denerwuje... a widzę, że u Was też taki i jest i nawet w tym samym kącie, w którym ja planuję i teraz to już mam całkowity mętlik w głowie...ehhhhhhhhh Pozdrawiam.
Ps. za rok, mam nadzieję, my również spędzimy święta w naszym domku:)
Jak się wszyscy spikniemy to go odpędzimy :-)
Mamy chwilę bo dzieciaki śpią :))) Nawijaj;))))
przeżytych w zgodzie ze światem i z sobą samym,
pełnych życia i miłości Świąt Bożego Narodzenia
oraz niesamowitego, niezapomnianego, niepowtarzalnego Sylwestra!!!
gdy gwiazdka świeci dla wszystkich nas,
życzę miłości
bez trosk i złości,
pokoju na świecie
i wszystkiego czego tylko zapragniecie,
niech Wam się spełni, radości doda i niech będzie biało,
żeby się szczęście zawsze do nas uśmiechało
Również Zdrowych i Wesołych Świąt.
No właśnie w tym roku makiełek coś nie było. Kucharki nie zrobiły ;-))) A ja nawet o tym zapomniałem, hehehe. Ale była fasola z kapustą, zupka rybna i mnóstwo innych pyszności :-)
U Was poznańskie specjały były?
Wesołych Świąt!
Sandra nie przystrojona;/ w tym roku odpuszczamy na rzecz środka;)) Dziekujemy za życzenia i pieknego, radosnego drugiego dnia świąt:))
Pozdrawiaki
Edzia
Dziękujemy Izulek za życzenia :) Wam również życzę samych wspaniałości w nowym, ślicznym domku! :)
Jak po poznańsku to na pewno żarełko było pyszne :-D
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku oraz udanej zabawy sylwestrowej :-)
Napisałabyś coś.. dała jakiś znak jak tam wam:)) Czekam na wieści:*
Edzia
W Nowym Roku życzę Ci, aby życzenia spełniały się zanim je wypowiesz. Życzę ogromu miłości i domowego ciepła. Zdrowia i uśmiechu na twarzy - na codzień, nie tylko od święta! Wszystkiego, co najlepsze - raz jeszcze! :*
Odpowiadam na pytanie Edysi.
Jak się mieszka????
Edzia, chyba dopiero odczuję jak się mieszka. Parę dni po przeprowadzce mój mąż wyjechał, a ja zostałam sama. Przyjeżdżał na weekendy, ale to nie to samo.
Przez dwa miesiące Jego nieobecności przeszłam trzy reklamacje i o nich chcę Wam opowiedzieć.
Pierwszą reklamację przeszłam bez bólu, mam na myśli armaturę Kraków, o której Wam już pisałam. Druga reklamacja, spalony dzwonek, trzecia reklamacja spalona pompa do pieca.
Dzwonek, nowy egrzemplarz jest do odbioru po tygodniu od dnia oddania do reklamacji.
O tej trzeciej chcę Wam opowiedzieć.
W połowie września zaczynaliśmy pomieszkiwać w naszym Cetyńcu. W pierwszy wieczór Jurek zapalił w piecu. Efekt był taki, że zagotował wodę….najważniejsza pompa nie działała. W sobotę na naszą prośbę przyjechał skoro świt nasz hydraulik i stwierdził, że pompa jest spalona. Zarzekał się, że w dniu próby wszystko było OK. Nie było co narzekać, pompę oddaliśmy do serwisu.
BYŁO to ok. 15 września!!!! Po ok. 4 tygodniach zadzwonili z serwisu do męża, że pompa jest sprawna i będzie przesłana pod wskazany adres.Super, czekamy na przesyłkę.
Dwa tygodnie temu, dokładnie 19 listopada wstąpiliśmy do sklepu z zapytaniem, czy pompy przypadkiem nie dostarczyli do sklepu. Pan, która znał sprawę był nieobecny, miał urlop z okazji własnego ślubu. Pan, z którym mi od początku w tym sklepie dobrze się współpracowało, powiedział, że nic nie wie o reklamacji, ale się dowie, kazał mi dzwonić w poniedziałek.
W poniedziałek zadzwoniłam, powiedział, że pompa jest w serwisie, jutro tam jedzie ich kierowca i przywiezie, a pan miał do mnie zadzwonić i poinformować jak sprawa została załatwiona. Oczywiście we wtorek nie zadzwonił. W środę ja zadzwoniłam, pan był uprzejmy i szczerze rozbrajający, powiedział krótko „nie będę Pani okłamywać, kierowca zapomniał ją zabrać z serwisu”. Spoko, szczery do bólu, ale szanuję to, po krótkiej rozmowie ustaliliśmy, że jutro tzn. w czwartek kierowca znowu jedzie Do serwisu więc przywiezie a Ten miły Pan zadzwoni do mnie.
Chyba nie zdziwi Was to, że nie odezwał się do mnie do końca tygodnia????
Jakby nie było budowa uczy cierpliwości!!!!! 
Poczekałam do poniedziałku, szczerze wkurzona dzwonię, odebrał miły Pan, przedstawiłam się i pytam „co ma mi Pan ciekawego do powiedzenia na temat pompy????” Pan zamilkł i oddał słuchawkę temu, który od początku prowadził sprawę reklamacji!!!! No i się zaczęła jazda!!!!
Nie wytrzymałam, zaczęłam go opierdzielać!!!! Początkowo coś tam się tłumaczył, ale ja nie przyjmowałam żadnych wyjaśnień, to powiedział mi, że był 10 dni na urlopie!!! Skwitowałam, że „sprawa ciągnie się od ponad dwóch miesięcy, a nie od 10 dni, że gdyby nie to, że mąż kupił zastępczą pompę to dawno tyłek przymarzłby mi do kanapy".
To wiecie co on mi powiedział?????
„Ja się przed Panią nie będę tłumaczył”!!!!!!!!!! CO????????????????
Na końcu języka miałam mu powiedzieć, że jest niczym „dupa od srania” i jego obowiązkiem jest mi wytłumaczyć całą sytuację. Nie powiedziałam tego, bo mi kultura osobista na to nie pozwoliła.
Stwierdziłam jedynie, że ma mi tę pompę przywieźć pod sam DOM (i tutaj też chciałam mu powiedzieć „przyniesiesz mi ją w zębach”, no ale też nie powiedziałam
). Po potoku słów zakończyłam rozmowę słowami: „UPRZEJMIĘ dziękuję” 
Moi współpracownicy turlali się ze śmiechu
, bo najpierw gościa zjebutałam, a na koniec mu dziękuję uprzejmie.
Sama kultura. 
Czekałam na odzew, niestety w kolejnych dniach się tego nie doczekałam. Szczerze mówiąc byłam załamana, co dalej robić???
. Postanowiłam poczekać do piątku, a potem miałam dzwonić do samego szefa firmy oraz do UOKiK, bo nie widziałam już wyjścia z tej sytuacji.
Wczoraj poszłam do teściowej. Jakie było moje zdziwienie???? Paczka z pompą czeka na mnie.
Uradowana zabrałam ją do domu, odłożyłam w kąt i tyle. Późnym wieczorem, czekając na powrót męża zaczęłam z nudów chodzić po domu i szukać szczęścia, trafiłam na paczkę. Doznałam szoku!!!!
Adres nadawczy nie był z serwisu tylko ze sklepu!!!!
Zaczęłam otwierać w pośpiechu i oto moim oczom ukazała się NOWIUTKA funkiel nie śmagana pompa!!!!!!! Nie ta, którą daliśmy do reklamacji, tylko całkiem NOWA!!!!! Data nadania paczki???? 28.11.2011 czyli w poniedziałek, po tym jak przeprowadziłam konkretną rozmowę z panem.
Hmmmmmmmmmmm
no więc, co się stało z naszą pompą???!!!
Na to pytanie już raczej nie uzyskam odpowiedzi.
ale mój mężuś już dawno był na nogach... nie wiem skąd On bierze siły ????
No dobra to na tyle,bo się rozpisałam.Na koniec tylko dodam,że cieszę się,że w końcu macie tą sprawę załatwioną.Buziaczki ;********
Grunt, że wszystko dobrze się skończyło - mam nadzieję, ze historia z naszym bojlerem będzie miała równie pomyślny "the end" :)
....nawet nie będę próbowała na poważnie odnieść się do tego co napisałaś....
A co do tej Twojej reklamacji to normalnie masakra, ale to jest u nas niestety norma. Może zgubili tę pompę, hehehe i w końcu widzieli że już jest kres Twojej wytrzymałości to przesłali nową ;-))))))))
Sylwia (Romanosie) i Dominika (domi-jacek) dobijają się o wpis dotyczący wizyty rodzinki i firanek. Jakoś nie mogłam się pozbierać po wizycie Mojej Familii, najzwyczajniej w świecie złapałam doła
. Jednego dnia DOM pełen ludzi, zgiełk, śmiech, rozmowy
, a w niedziele „nagle” zostałam sama…smutek i nie wstydzę się przyznać, łzy towarzyszyły mi całe późne niedzielne popołudnie
. Dzisiaj jest środa, już się pozbierałam, najwyższa pora, bo ile można chodzić ze spuszczonym nosem, w pracy się pytają „dlaczego taka smutna jestem”.
Tęsknota za najbliższymi jest silniejsza, jak mi to cudownie określiła Sylwia (romanosie dziękuję za te słowa…trafiły do mnie idealnie) cyt. „tęsknota to jest takie uczucie, które jednocześnie jest pozytywne i negatywne: pozytywne ze względu na to, że trzeba się cieszyć, że człowiek ma za kim tęsknić; negatywne - bo sprawia ból i ciśnie łzy do oczu...
Dzisiaj jestem w stanie zdać Wam relację z ostatnich wspaniałych dni długiego weekendu. 
W czwartek po powrocie z pracy zabrałam się za gotowanie żuru, wymyśliłam go sobie, ponieważ idealnie do niego pasuje regionalne danie zwane przez Moją Teściową „ziemniaczakiem” (inni nazywają to pierogiem). Ten pyszny ziemniaczak poznałam dopiero, jak zaczęłam spotykać się z moim mężem. Pewnego pięknego dnia zawieźliśmy go do Poznania….walka toczyła się o najmniejszy nawet kawałek, tak nam wszystkim smakował. Na moja prośbę Teściowa upiekła OWE CUDO i mogłam poczęstować rodzinkę nim oraz żurem (żuru ledwo starczyło do drugiego dnia hi hi hi hi tak bił rekordy popularności).
Rodzinka również mnie mile zaskoczyła, przywieźli tradycyjne, regionalne rogale Marcińskie, dzięki temu mieliśmy słodyczy na parę dni.
W czwartek Dziewczyny tj. Moja Mama i Jej Siostra „walczyły” z firankami. Nie wiem skąd One wzięły tyle siły, żeby po niemalże 11-to godzinnej podróży zajmować się jeszcze tym. No, a Ciocia Grazia skakała po drabinie jak kózka i wieszała firanki. Faktem jest, że efekt powalający, zrobiło się tak cudownie ciepło i domowo. Jak dla mnie są śliczne te firanki, a oprócz tych zawieszonych mam jeszcze komplet 9-ciu na zmianę, czy można chcieć więcej????

początek żuru

ziemniaczak 

firanki....mam kilka zdjęć ale nie sądzę, żeby one oddały urok ich...zdjęcie to niestety tylko zdjęcie 

salon za dnia

wieczorową porą

kuchnia
wieczorową porą 


gościnny pokój

wieczorową porą

sypialnia
wieczorową porą

Dla mnie są cudowne, tak jak chciałam do parapetów.
Ciociu Grażynko jeszcze raz dziękuję Tobię za pracę jaką włożyłaś w te cudowne firanki...to jest istny majsterszyk!!!!!!![]()

Świetną masz rodzinę, to cudownie , że możesz na nich liczyć. A ziemniaczniak czy jak mu tam wygląda no cóż, baaaardzo apetycznie.
Firanki nadają wnętrzom klimat, sprawiają, że pomieszczenia stają przytulne. Twoja Ciocia to profesjonalistka - takie fikuśne Ci te firaneczki uszyła, że nie mogę wyjść z podziwu! Przepięknie!
Bardzo proszę o podzielenie się przepisem na ziemniaczaka! :)
Jak byłam na pierwszym szkoleniu w Poznaniu zakupiłam rogale marcińskie dla swojej rodzinki! Dobre to one są, ale dużo się ich zjeść nie da, bo są słodkie jak cholera! :) No i rodzynki wydłubywać musiałam, bo ich nie lubię, niestety! Radek zajadał się nimi, aż miło było patrzeć! :)
A w domu rodzinnym mojego męża z kolei na to pyszne cudo mówi się "pieróg". Ja najbardziej lubię go jeszcze ciepłego z masłem, a następnego dnia przysmażonego na patelni :D
A firanki cudne, buziole, pozdrawiam serdecznie! :)
Jestem pod ogromnym wrażeniem tak idealnego dopasowania koloru rolet do koloru ścian :) na niektórych fotach okna wyglądają jak namalowane na ścianie :)
Nic dziwnego, ze nie moglas sie pozbierac po tak cudownej wizycie- ja tez tak mam i nawet za psem rycze, bo tak pusto bez nie go... Ale ciesze sie, ze wracasz juz do zycia :) do nas :)
Twoje kobitki z rodzinki sa nieocenione! tez sie zastanawiam jak to zrobily, zeby po 11h skakac jeszcze po drabinie! ja po 3h jazdy do PL mam dosc :)
A firanki- przeurocze! zwlaszcza ta kuchenne ukradla mi serce!!! tez o czyms takim marze u sibie w kuchni. Cioci naleza sie naprawde ogromne brawa!!!!
No i na koniec- dorzucam sie do prosby Sylwiastej - prosze nam tu jak najszybciej podac przepis na ziemniaczaka!!! jak to w ogole smakuje? jak pierog czy raczej placek ziemniaczany??? jakos nie moge sobie wyobrazic tego smaku ( o ile smak w ogole mozna sobie wyobrazic! :)))
ugotowane ziemniaki, poduszone ze smażoną cebulką, do tego biały ser (dwie kostki)(tak jak na ruskie pierogi) i kasza gryczana ok 1 torebki (jak ktoś gotuje w woreczkach) lub ok 25 gr zaparzonych (moja teściowa parzy je na mleku), do tego sól, pieprz i drobno posiekany czosnek. Wszystko razem wymieszać.
Ciasto drożdżowe wyrobić podzielić je na dwie części
na blasze większą część dajemy na spód, na to farsz, następnie mniejsza część ciasta drożdżowego, smarujemy jajkiem i NAJWAŻNIEJSZE!!! przed włożeniem do piekarnika nakłuwać górą warstwę ciasta widelcem, w przeciwnym wypadku ciasto podniesie się do góry i będzie wyglądać jak karpatka. Pieczemy ok 30/40 minut w temperaturze 180 stopni (chyba, bo nie pytałam teściowej, ale temperatura ma być taka jak do ciasta drożdżowego). POLECAM!!!! spróbujcie i dajcie mi znać która zrobiła i jak smakowało :))))
Sylwia, masz rację rogale są bardzo słodkie a na dodatek to taka bomba kaloryczna, że SZOK, ale żeby wydłubywać rodzynki a zwłaszcza ich nie lubić????? hmmmmmmmmmmm dziwne hi hi hi hi
Niezmiernie się cieszę, że tak "łakomie" chłonęłaś mój wpis :)))) no a przede wszystkim doskonale rozumiesz co czuję po wizycie rodzinki ehhhhh te rozłąki ;)
Zdolne Kobietki masz w rodzinie :)).
Kartoflaka wypróbuję, zaraz przepis spiszę.
Izulka, upiekę ziemniaczaka na pewno, ale już w nowej, lapisowej kuchni, bo teraz to mam taki piecyk, który z jednej strony już pali, a z drugiej jeszcze wszystko surowe jest - także nie będę ryzykować! :) Montaż kuchni za jakieś dwa tygodnie (mam nadzieję), to potem będę miała gdzie wyżywać się kulinarnie!
P.S. Wiesz, że transza nadal nam nie przyszła??? Radek jest w....ny na maksa! Wrrr...
Przepis na drożdżowe ciasto, qrcze muszę znów zapisać, bo kartkę z nim dałam koleżance ;)
Kaszy gryczanej dajemy ok 250 gr a nie jak wyżej napisałam 25 gr :)))
Kochana firanki są bombowe :) A rodzinka pierwsza klasa tylko pozazdrościć :))))
Ja ziemniaczka znam jako kiszkę albo kartoflaka chyba tak mi się wydaje :)))
Buziaki i nos do góry bo wspaniale mieć taką rodzinę :)
A w ogóle chciałam napisac że jesteś mega wrażliwą osobą o tak ą cieplutką:))
Rodzinkę przyjęłaś po królewsku!! Na pewno szybko do was wrócą:))
Ja w sumie spiżarni nigdy nie miałem więc nie wiem co to znaczy :-)
Kurcze to jaką Ty masz tę spiżarnię że tyle do niej zmieścisz? ;-) Ile ma m2?
Jestem z okolic Poznania to wiem jak pyszne są te Rogale Marcińskie :-) mniam, ale bym se zjadł teraz takiego wypieczonego, chrupiącego z orzeszkami ziemnymi na wierzchnu :-DDDDD
Ale przyznam się szczerze że nigdy nie słyszałem o tym ziemniaczaku i nigdy nie jadłem. Pyry to uwielbiam (jak to Poznaniacy :-D ) więc chyba to danie by mi smakowało ;-)
Ale mi teraz narobiłaś ochoty na nie ;-))))
Szare kluchy zawsze jadłem z podsmażonym boczkiem i kiszoną kapustą, a u żony jada się z śmietaną ukwaszoną :-) Choć ona też z okolic Poznania (w sumie ta sama miejscowość co ja :-D ) No i też to nawet smakuje, ale wolę z boczkiem ;-)










